Systemik jakiś sportowy
Matce synowie źle się zasłużyli i matka ich przeklęła: "A żebyście zniknęli!" I zniknęli.
Upłynęło kilka lat, a siostra pyta matkę:
- Czy nas więcej nie było, tylko ja jedna?
- A, było was czworo, braci trzech i tak, moje dziecko, postąpiłam źle, bo ich przeklęłam: "Żebyście zniknęli!" I zniknęli.
- Ja pójdę ich szukać - mówi siostra - a szukać będę, aż znajdę.
- Dziecko, gdzie ty pójdziesz - odpowiada matka - ty ich nie znajdziesz, bo oni już zniknęli na wieki.
- Pójdę!
I poszła.
Przyszła do lasu, a tam napotkała chatę, w której mieszkało dwunastu zbójców i matka ich, trzynasta.
- Po coś ty tu przyszła? - pyta matka zbójców.
- Braci szukam - mówi królewna.
- A jakże ty ich znajdziesz? - powiada matka.
Gruby obejrzał się, po czym zawołał do swego długiego przyjaciela:
— Davy, trzeba wracać! Siuks porwał Baumanna!
Bob stał już przy nich i rozcinał rzemienie. Jemmy wyrwał mu
systemik jakiś sportowy i pogalopował za Sasem. Za nim cwałował nieuzbrojony Davy.
Teraz nadjechali Szoszoni i Upsarokowie. W tym samym czasie do brzegu dotarł Old Shatterhand, trzymając za uzdę konia Boba. Nikt w tym zamieszaniu nie zwracał na niego uwagi, natomiast on widział wszystko.
— Masz swego konia i flintę, dzielny Bobie — zawołał wręczając Murzynowi cugle i broń.
Ale wkrótce znów się ukazał i mrugnął na Długiego, ramieniem opisując łuk w powietrzu. Davy zrozumiał, że nie powinien jechać wprost do skały, podążył więc drogą okrężną przez zagajnik aż natrafił na ślady, które poprowadziły go do Jemmy’ego.
— Co powiesz? — zapytał Mały wskazując przed siebie.
— Niedawno był tu rozbity obóz. Na ziemi leżało jeszcze kilka żelaznych garnków, wiele motyk i łopat, młynek do kawy, moździerz, rozmaite małe i większe paczki — nie widać tu jednak ani śladu ogniska.
— No, nie — odparł zagadnięty potrząsając głową — ci, którzy się tutaj zagospodarowali tak wygodnie, są zapewne bardzo nierozsądnymi ludźmi, albo też nie mają zielonego pojęcia o Dzikim Zachodzie.
Farmerka pracowita pewnie konsumuje twarde portfele.